Cokolwiek czynię, to powoduje mną miłość

Przy pomocy różnych określeń można próbować ukazać naturę miłości. Lecz miłość, którą tak trudno opisać i zdefiniować, nie tylko jest zdolnością człowieka, ale podstawą wszelkiego jego działania. Zwykło się mówić, że miłość czasem uzdalnia do wielkich czynów, kiedy indziej zaślepia. Według św. Augustyna ta zasada odnosi się do wszystkich czynów ludzkich. Można obrazowo powiedzieć, że gdzie­kolwiek się poruszam, cokolwiek czynię, to poruszany jestem przez miłość. Można tę zasadę wyjaśnić, odwołując się do przyrody. W świecie nas otaczającym każda rzecz ma „ciężar”, który powoduje, że spada ona na dół albo unosi się do góry. O człowieku można powiedzieć: jego ciężarem jest jego miłość (Wyznania, 13,9). Tak jak nie można sobie wyobrazić konkretnej rzeczy bez „ciężaru”, tak nie można sobie wręcz wyobrazić człowieka bez miłości. Jeżeli człowiek działa, to znaczy, że popycha go do tego miłość: dobra lub zła. W małym uproszczeniu można przyjąć, że początek każdego czynu ma swoje źródło albo w miłości stworzenia albo Stwórcy. Poczyna się więc albo z pożądliwości albo z miłości [...]. (O Trójcy Świętej, 9,8,13). Jedno nie ulega wątpliwości: do miłości można sprowadzić każde poruszenie człowieka. Miłość, gdy jest tęsknotą za tym, co się miłuje, jest pożądaniem. Jest radością, gdy posiadamy i rozkoszujemy się tym. Gdy ucieka przed tym, czego nienawidzi, jest bojaźnią a bólem, gdy odczuwa tego obecność (O państwie Bożym, 14,7). Patrząc na tę sprawę z nieco innej perspektywy, okaże się, że człowiek jest „przyciągany” przez to, co w jego oczach jawi mu się jako szczęście, bo w tym, co kocha, szuka swego dobra (Obj. do Ps., 79,13). Może to być tylko przyjemność jawiąca się jako dobro, a może to być upodobanie w prawdzie, szczęściu, sprawiedliwości, życiu wiecznym (Hom. na Ew. Jana, 26,4).

Kochać można wszystko; rzeczy albo osoby. Chciwy kocha pieniądze, lubieżny przyjemności zmysłowe, wierzący Chrystusa (O państwie Bożym, 14,7). Miłość nie tylko określa cel pragnień czy motywuje postępowanie ale kształtuje całego człowieka; takim staje się człowiek, jaka jest jego miłość (Kazania, 96,1,1). W konsekwencji kochając dobro, stajemy się lepsi (Obj. do Ps., 144,1), a gdy kochamy Boga, to posłuchajmy Pisma, które mówi: „Bogami jesteście i synami Najwyższego. Jak to rozumieć? Jest to ta wielka tajemnica łaski, przez którą staliśmy się synami Bożymi i staliśmy się bogami (Obj. do Ps., 49,2). Lecz cóż się będzie, gdy kocha się rzecz niewartą miłości? Obrazowo wyrażą to słowa: kochasz ziemię? Ziemią będziesz (Hom. na 1 Jana, 2,14).

Miłość, którą się człowiek kieruje, nie jest ślepą siłą pchającą człowieka ku nieznanym obiektom. Kocha się tylko to, co się zna. Istnieje ścisły związek między poznaniem i miłością. Im lepsze poznanie, tym większa miłość. Rzeczy, o których nic się nie wie, nie będą przyciągać. Miłość jest w tym znaczeniu czymś racjonalnym, świadomym aktem woli. Związek poznania z miłością jest wzajemny, tzn. nikt nie cieszy się z tego, co zna, ale nie kocha [...] i nikt nie wytrwa w poznawaniu czegoś, co kocha, jak tylko dzięki miłości (De fide et sym., 9,19). W efekcie gdy się kocha coś, co się zna tylko częściowo, to mocą miłości następuje poznanie lepsze i głębsze (Hom. na Ew. Jana, 96,4). Dochodzi do tego, że żadne dobro nie jest doskonałe znane, jak tylko przez to, że jest doskonale kochane (De div. qu., 83, q. 35,2). Skoro tak, to „zła miłość” jest rezultatem albo złej woli, albo błędnego poznania. Człowiek może z premedytacją kierować się ku rzeczom wprawdzie miłości niewartym, ale dającym przyjemność czy chwilową satysfakcję, albo też błędnie upatruje w nich dobro. Stąd płynie przestroga kochajcie, ale uważajcie, co należy kochać (De bono vid., 21,26).

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.