Uporządkować miłość

Skoro, z jednej strony, motywem każdego czynu ludzkiego jest miłość, a z drugiej strony, nie każda miłość rodzi dobre czyny, to rodzi się potrzeba „oczyszczenia” albo – co jak wydaje się jest właściwszym ujęciem – „uporządkowania” miłości. O tym czy miłość jest dobra, czy zła decyduje, jak to już było wspomniane, jej przed­miot. Wśród nich istnieje hierarchia wynikająca z ich prawdziwej wartości. Hierarchia ta, czyli porządek, jest obiektywna, ale człowiek może ją przyjąć albo stworzyć sobie własną. Tej przyjętej hierarchii będzie potem odpowiadać miłość. To, co człowiek uzna za najwartoś­ciowsze, stanie się też pierwszoplanowym przedmiotem pożądania i miłości; wszystko inne będzie kochane w stopniu odpowiadającym ich miejscu w hierarchii wartości. A jeżeli miłość popycha do czynów, to te będą tym lepsze, im hierarchia przedmiotów godnych miłości, przyjęta przez człowieka, będzie bliższa hierarchii wynikają­cej z obiektywnej ich wartości. Jeżeli będzie w pełni się z tą ostatnią zgadzać, to można mówić o „miłości uporządkowanej”. W terminolo­gii etycznej zwykło się to nazywać cnotą, która jest nie czym innym jak wszelką miłością, która kocha to, co powinno być kochane (Ep., 155,4,13).

„Porządek miłości” ma wielkie znaczenie, co wynika z roli, jaką miłość odgrywa wśród innych cnót. Można wprawdzie mówić o różnych cnotach, czy też próbować klasyfikować według różnych kry­teriów. Wszystkie one sprowadzają się ostatecznie do miłości; są tylko jej częściami składowymi. I odwrotnie. Wada, a w efekcie grzech, to nic innego jak „miłość nieuporządkowana”.

Chcąc kochać w sposób „uporządkowany”, trzeba zacząć od usta­lenia hierarchii wartości tego, co może być przedmiotem ludzkiej mi­łości. To zakłada znajomość odpowiedzi na pytanie, co jest prawdzi­wym dobrem. Dla św. Augustyna nie ulegało wątpliwości, że źródłem wszelkiego dobra jest Bóg; stąd też On stoi na czele wartości godnych miłości. Wartość pozostałych odpowiada miejscu, jakie zajmują wśród bytów stworzonych. Takie też miejsce winny zajmować w hierarchii miłości. Każde przestawienie tej hierarchii wprowadza nieporządek w życie człowieka, z bardzo znaczącymi konsekwencjami. Istota nieporządku polega na pomyleniu dobra prawdziwego z pozornym lub cząstkowym. Mówiąc językiem filozofów, człowiek myli dobro, z którego winien tylko korzystać (,uti) w drodze do osiągnięcia prawdziwego szczęścia, z tym ostatnim, które jako jedyne może być źródłem radości (frui). Następuje pomieszanie celu ze środkami służącymi do jego osiągnięcia. Środek zatrzymuje i absorbuje człowieka do tego stopnia, że pozbawia go – w większości przypadków – możliwości osiągnięcia prawdziwej radości, prawdziwego dobra i szczęścia. Takim środkiem może być konkretna rzecz stworzona albo też sam człowiek. Ponieważ, tak w jednym, jak i w drugim przypadku, człowiek szuka swojego dobra, więc upraszczając można mówić o dwóch miłościach: miłości Boga aż do pogardy siebie albo o miłości siebie aż do pogardy Boga (O państwie Bożym, 14,28).

Miłość to rzeczywistość, którą można i należy rozwijać, i to w stopniu nigdy nieograniczonym, stąd wyzwanie: nie bój się kochać bardziej, ale bój się kochać mniej (Ep., 109). Rosnąć może miłość, a tym samym cnota. Aby tak jednak było, to miłość musi być bezinteresowna, bo to, czego się nie kocha samo przez się, tego się nie kocha (Wyznania, 1,13,22). Miłość interesowna przestaje być miłością. Taka miłość staje się miarą i jednocześnie motorem dojrzałości (czy jak kto woli, doskonałości chrześcijańskiej). Któż może powiedzieć, że jest dobry jak tylko ten, który staje się takim kochając (Hom. na Ew. Jana, 87,1). Do pełnej miłości, a tym samym do doskonałości dochodzi się stopniowo i to długą drogą.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.