Dlaczego w nauce, w tym w psychologii stosunkowo mało uwagi poświęca się miłości?

Jest dość dziwnym faktem, że mimo naturalnej potrzeby miłości przeżywanej na różny sposób przez wszystkich ludzi niewiele przeprowadzono badań i analiz naukowych poświęconych temu niezmiernie ważnemu obszarowi ludzkich przeżyć. Za przykład niech posłuży jeden z najnowszych podręczników amerykańskich (Zimbar- do P. i Ruch F., Psychologia i życie, Warszawa 1993), w którym na 725 stronach można znaleźć mnóstwo informacji, m.in. na temat myślenia, motywacji, seksu, agresji, emocji, stresu, bólu, bezradności itp., a nawet w podpunktach nie pojawiają się terminy – uczucia i miłość. Dlaczego tak jest?

Szukając rozwiązania tej zagadki, można by najkrócej powie­dzieć, że jest to sprawa mody i metody. Chociaż jest wiele różnorod­nych kierunków i podejść badawczych, to jednak ciągle niestety pokutuje „ukąszenie Freudowskie” – moda na myślenie kategoriami mechanistycznymi, biologiczno-deterministycznymi, a mniej huma­nistycznymi. Zamiast więc analizować zachowanie człowieka w kategoriach uczuć, wartości, miłości, chętniej operuje się kategoriami instynktów, popędów, patologii albo, co najwyżej, emocji, motywów, dążeń. Jest to więc sprawa pewnej naukowej mody. A jeśli chodzi o metodę, stronę metodologiczną, to psychologia dotychczasowa, zgodnie z zasadami modelu neopozytywistycznego, preferowała podejście empiryczne do tych psychicznych procesów, a więc podejście bardziej wymierne, łatwiejsze do rejestracji, pomiaru. Takimi są – procesy percepcyjne, myślowe i decyzyjne. Tymczasem uczucia są bardziej nieuchwytne, płynne, zmieniające się, trudno znaleźć adekwatną metodę do ich badania i ująć je cyfrowo, statystycznie. O ile bowiem można badać związane z procesami fizjologicznymi emocje (lęk, strach, gniew itp.), to o wiele trudniej stany uczuciowe, takie jak radość, miłość, zachwyt, szczęście itp.

Chociaż więc psychologia dotychczas nie poświęcała sprawie uczuć zbyt wiele uwagi, to jednak zwłaszcza w dziale psychologii osobowości, psychologii rozwojowej, a szczególnie psychoterapii można znaleźć coraz więcej spostrzeżeń, obserwacji i badań.

Psychologia osobowości stwierdza więc, że uczucia – obok intelektu, woli, inteligencji, pamięci, percepcji – stanowią ważną część składową struktury osobowości; zdolność do miłości i potrzeba miłości (kocham i jestem kochany) należy do najgłębszych, najbar­dziej pierwotnych potrzeb ludzkich, a przeżywanie uczuć miłości na różnych etapach rozwoju człowieka jest najbardziej powszechnym ludzkim doświadczeniem. Można żyć z różnymi defektami – i zmysłów, i części ciała, i umysłu, ale najtrudniej żyć po ludzku bez doznawania bliskości, więzi, miłości.

Psychologia rozwojowa udowadnia, że potrzeba miłości warunku­je rozwój w sposób bardziej widoczny aniżeli inne potrzeby psychicz­ne. Może np. dziecko być bardziej lub mniej inteligentne, mniej lub więcej zdolne, może być nawet umysłowo niedorozwinięte, a będzie podobnie jak każde inne oczekiwać (poza wypadkami patologii, np. psychopatycznej) miłości – „kocham i jestem kochany”, „jestem dla kogoś ważny i bliski i jest ktoś dla mnie ważny i bliski”. Małe dziecko zaspokaja te potrzeby już w okresie prenatalnym poprzez postawę matki wobec niego, a następnie – jako małe dziecko – w ramionach matki, ojca, we wszystkich gestach czułości i troski. Stąd mówi się w psychologii rozwojowej o witaminie M jako absolutnie niezbędnym warunku prawidłowego rozwoju. „Miłość matczyna – pisze J. Pieper – jest dosłownie warunkiem wstępnym rozwoju [...]. Przy czym miłość ta nie musi się uzewnętrzniać jakimś szczególnym okazywaniem dobroci, bardziej decydujące jest z pewnością obdarza­nie uczuciem i przyzwolenie, które jedynie nazywamy prawdziwą miłością, wywodzące się z samego środka istnienia – z serca, i poszukujące w dziecku tego ośrodka – serca” (O miłości, Warszawa 1975, s. 39).

Bardzo wyraźnym potwierdzeniem tych stwierdzeń są słynne badania Rene Spitza. Obserwował on z jednej strony dzieci, które urodziły się w więzieniu i były wychowywane przez aresztowane matki w warunkach skromnych, z drugiej zaś badał dzieci nie mające matek, a przebywające w doskonale wyposażonych amerykańskich żłobkach i domach dziecka, pod opieką wykwalifikowanych pielęg­niarek. Rezultat badań – dzieci urodzone w więzieniu, jeśli chodzi o podatność na choroby, śmiertelność i podatność na nerwice, były bardziej odporne. Nie znaczy to, że pielęgniarki spełniały swoje obowiązki jedynie rutynowo, w sposób „zimny i rzeczowy”. Otóż nie wystarczy jeść do syta, nie marznąć, mieć dach nad głową i wszyst­ko, co niezbędne do życia. Tego wszystkiego nie brak było dzieciom w żłobkach. Ale to okazuje się nie jest wystarczające i rzeczywiście nie wystarcza.

E. Fromm w książce O sztuce miłości (Warszawa 1971, s. 93) zauważa, odwołując się do biblijnej metafory o „ziemi opływającej mlekiem i miodem” (Wj 3,8), że w życiu dziecka, i nie tylko dziecka, „mleko” jest symbolem tego, czego człowiek potrzebuje do zaspoko­jenia zwykłych potrzeb życiowych; natomiast „miód” jest symbolem słodyczy życia i szczęścia istnienia. A to właśnie się zdarza, gdy ktoś dziecku mówi (czego pewnie dzieci w badanych żłobkach nie słyszały) – „jak to dobrze, że jesteś”. Fromm dodaje, że wśród ludzi, nie tylko wśród dzieci, łatwo można rozpoznać tych, którzy otrzymali tylko „mleko” i odróżnić od tych, którzy mieli szczęście, że przy­padło im jedno i drugie – „mleko i miód”.

Wiele uwagi poświęca ostatnio uczuciom również – psychotera­pia, a to po prostu dlatego, że problemy osób szukających pomocy u terapeutów bardzo często związane są z zaburzeniami sfery emocjo­nalnej, wyrażającymi się w formie np. lęku, fobii, poczucia osamot­nienia, odrzucenia, poczucia („Jestem osobą nikomu nie potrzebną”). „Człowiek dopiero przez miłość dochodzi do tego, że istnieje w pełni i jest zadomowiony w świecie. Bez tego doświadczenia czuje się – jak w powieści francuskiego egzystencjalisty A. Camusa po prostu ‚obcy’, ‚wyalienowany’. Zdolność miłości, dzięki której egzystencja ludzka osiąga swój szczyt, wymaga doświadczenia miłości ze strony innej osoby” (Pieper J., O miłości, s. 44). Tę świadomość-poczucie, że „jestem kochany”, nazywa Pieper „prazaufaniem”.

I wydaje się, że w tym właśnie poczuciu bliskości, przynależ­ności, więzi, świadomości, że jestem dla kogoś i ktoś jest dla mnie, w sumie – w przeżyciu i przeżywaniu miłości zawiera się ten opisywany przez poetów i myślicieli „sekret życia”, „energia duchowej ewolucji”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.