Miłość – jako popęd, pożądanie, seks

Popęd, instynkt seksualny jest w każdym zdrowym człowieku pierwotną, biologiczno-zmysłową siłą, energią, podobną a zarazem całkiem inną aniżeli u zwierząt. Energia ta wywołuje napięcie i zmierza do rozładowania, zaspokojenia, a jej celem jest zachowanie gatunku. U człowieka popęd odzywa się jako pożądanie zmysłowe. Oczywiście popęd, seks u człowieka jest całkowicie różny aniżeli u zwierząt, ponieważ jest popędem ludzkim, a więc przenikniętym psychicznością – rozumem, wolą, uczuciowością. Jeśli jest pozosta­wiony samemu sobie, może zostać zepchnięty na poziom niemal zwierzęcy. Takie patologie jak prostytucja czy gwałt żadną miarą nie zasługują na miano miłości. Jest to zachowanie prymitywne, czysto popędowe, jakby zwierzęce.

Karol Wojtyła pisze, że „popęd seksualny u człowieka ma naturalną tendencję do przechodzenia w miłość właśnie dlatego, że kobieta i mężczyzna są ludźmi. Zjawisko miłości jest znamienne dla świata ludzi, w świecie zwierzęcym działa tylko instynkt płciowy” (Miłość i odpowiedzialność, Kraków 1962, s. 39).

Instynkt seksualny jako swoiste przyciąganie płci odzywa się pomiędzy mężczyzną i kobietą od okresu dojrzewania, pod wpływem hormonów płciowych, estrogenu i testosteronu. Przyciąganie płci wyraża się w bardzo różny sposób, wprost i nie wprost, jest normo­wane i kontrolowane przez rozum oraz zasady społeczne i obycza­jowe.

Rodzi się pytanie – jakie jest miejsce seksualności w strukturze osoby, w naszej kulturze i w naszym życiu?

Nasuwa się w tym miejscu potrzeba krytycznej uwagi pod adresem Z. Freuda, którego zaburzone w tym punkcie poglądy jak zły cień zasłaniają w nauce i w potocznym życiu właściwe rozumienie płciowości-seksualności człowieka. Zdaniem R. Maya (Miłość i woła, Warszawa 1978, s. 111) błąd Freuda polegał głównie na tym, że z jednej strony pojmował seksualność zbyt szeroko, „włączając w jej obręb wszystko – od pieszczot i karmienia matki aż po twórczość i religię”, a z drugiej strony wyjaśniał rolę i działanie instynktu seksualnego w sposób ciasny – w oparciu o mechanizm redukcji napięcia i zasadę przyjemności. Z tym łączyło się u Freuda „kwantytatywne” pojmowanie miłości jako zasobu energii. Dysponujemy zasobem miłości w sposób ilościowo ograniczony i jeśli ktoś kocha kogoś, to tym samym uszczupla inną miłość, w tym i miłość siebie. Tego zawężonego rozumienia miłości nie był Freud w stanie przezwyciężyć mimo uwag i propozycji przyjaciół. Pod koniec życia, mając 64 lata, w pracy Poza zasadą przyjemności wprowadził pojęcie libido na oznaczenie ogółu energii psychicznych, w tym energii seksualnej. Błąd Freuda polegał również na tym, że ponieważ sfera seksualna jest – według niego – w człowieku przemożna i zarazem represjonowana, istnieje więc potrzeba ustawicznego wyzwalania się z tych represji.

Zupełnie inaczej widzi tę sprawę Rolo May (ur. 1909), który, charakteryzując miejsce seksu w życiu, pisze nieco ironicznie w sposób następujący: „obecnie przydajemy sprawom seksu więcej znaczenia niż jakiekolwiek społeczeństwo od czasów starożytnego Rzymu. [...] Przybyszowi z Marsa, który wylądowałby na Times Sąuare, wydawać by się mogło, że seks jest dzisiaj głównym motywem komunikacji międzyludzkiej. I nie jest to wyłącznie obsesja amerykańska. [...] U ludzi zgłaszających się do nas, terapeutów, znajdujemy coś przeciwnego aniżeli Freud. Nie skarżą się na represję sfery seksualnej, oni skarżą się na brak uczuć i namiętności. [...] Rewolucja seksualna nie rozwiązała problemów [...]. Koncepcja totalnej ekspresji potrzeb jest kagańcem. Dogmat wolności jest zniszczeniem wolności” (Miłość i wola, jw., s. 112).

Równie krytycznie R. May odnosi się do bardzo mocno lansowa­nych badań Kinseya – Mastersa odnośnie do zachowań seksualnych ludzi, stwierdzając, że Kinsey był zoologiem, a Masters – ginekolo­giem, stąd ich spojrzenie było jednostronnie biologiczne. Tymczasem sama biologia, popęd, seks – to jeszcze nie miłość.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.