Miłość warunkowa

Istnieje zasadnicza różnica pomiędzy miłością „za coś”, a miłością „dla kogoś”. W pierwszym przypadku akcent położony jest na „czymś”, co sprawia mi przyjemność, a więc akcent jest położony na mojej osobie i jakimś moim dobru – „jest mi dobrze z tobą”, a więc jakoś – „chcę dobra dla siebie”. Natomiast w drugim przypadku akcent położony jest nie na mnie, ale na drugiej osobie, na jej dobru – na jej przyjemności, radości – „chcę dobra dla ciebie”.

W praktyce życiowej, jeśli miłość jest dojrzała i pełna, oba te przejawy miłości – „dobrze mi z tobą” i „chcę dobra dla ciebie” nawzajem się uzupełniają i przenikają. Ponieważ jednak takie przenikanie obu komplementarnych odczuć nie zawsze ma miejsce, spróbujmy temu zasadniczemu zróżnicowaniu – „miłość za coś i miłość dla kogoś” bliżej się przyjrzeć.

„Miłość, jeżeli” jest formą jakby umowy – „będę cię kochać, jeśli spełnisz lub będziesz spełniać pewne warunki”. Takie warunki mogą być ustalane pomiędzy małżonkami, pomiędzy rodzicami i dziećmi, pomiędzy przyjaciółmi, również pomiędzy człowiekiem a Panem Bogiem.

„Będę cię kochać, córeczko, jeśli będziesz mieć dobre oceny”, „tatuś cię będzie kochał, jeśli będziesz grzeczny”, „będę cię kochać, moja żono, jeśli będziesz dobrze gospodarzyć pieniędzmi”, „będę cię kochać, Panie Boże, jeśli wysłuchasz moje modlitwy” itp.

Taka „miłość jeśli” jest rodzajem uczuciowego handlu. I tu może rodzić się wiele pułapek-niebezpieczeństw, m.in. dla rozwoju emocjonalnego dzieci oraz trwałości więzi w małżeństwach. Małżeń­stwa zbudowane na takiej zasadzie są narażone na rozpad, ponieważ jedna ze stron nie potrafi lub nie chce spełnić stawianych warunków.

„Miłość, ponieważ”, od której rozpoczyna się niewątpliwie zainteresowanie drugą osobą i od której budzi się sympatia, opiera się na dostrzeżeniu pewnych cech drugiej osoby – budzisz we mnie sympatię, lubię cię, kocham cię z powodu twojej urody, przystoj- ności, pieniędzy, cech charakteru itp.

Ta zwyczajnie bywa na początku drogi każdej miłości. I można zgodzić się z tym, że oczekuję tego, żeby być kochanym z powodu tego, kim i jakim jestem, z powodu moich cech, wartości, które wzbudzają uznanie, szacunek i miłość, a więc ze względu na jakieś „ponieważ”. Ale czy to wystarczy?

Jest to zapewne „lepszy” rodzaj miłości warunkowej aniżeli „miłość, jeżeli”. Jednak bycie kochanym w ten sposób („ponieważ”) może się okazać chwiejnym gruntem do budowania trwałych więzi w małżeństwie. Co bowiem może stać się, jeżeli zjawi się ktoś posiadający jeszcze wspanialsze cechy – bardziej ładna, bardziej przystojny, bardziej sławny, bardziej imponujący? A co może się stać jeśli współmałżonek straci pracę, stanie się kaleką lub z jakichś powodów straci swoje cechy-atuty?

Obserwacja wskazuje, że miłość pod warunkiem zdarza się często. Rodzice dają nieraz dzieciom swoje uczucia, akceptację i oparcie tylko pod warunkiem spełnienia pewnych oczekiwań – zdobywania dobrych stopni, bycia grzecznym, dawania powodów do rodzicielskiej dumy itp. Nieraz małżonkowie stosują wobec siebie różne gry, kalkulują – „coś za coś”, „o tyle, o ile”.

Czy takie podejście do miłości można zdyskredytować? Nie. Ludzie bowiem nie są doskonali i pewna przezorność, zdolność przewidywania, zachowanie pewnej ostrożności jest wyrazem przydatnej w życiu racjonalności uczuć. Bezmyślna ufność niesie z sobą ryzyko naiwności, bezbronności i zranienia.

Miłość bez warunków. Na szczęście jest możliwy inny, nazwijmy to najwyższy rodzaj miłości – miłość bezinteresowna – „kocham cię pomimo”, a więc po prostu „kocham cię” i kropka. A więc nie dlatego, że to czy tamto dla mnie robisz, że masz takie a nie inne cechy, ale po prostu „dlatego, że jesteś”. A cechy możesz mieć różne, takie, jakie miałeś na początku, jakie się w tobie ujawniły, bo np. ciężko zachorowałeś, stałeś się kaleką itp. Kocham cię, bo jesteś, pomimo wszystko. To jest najprawdziwsza miłość. Prawdziwa miłość nie stawia warunków. Jest darem, darem bezinteresownym. „Człowiek – pisze T. Styczeń – żyje, wypełnia się po samą górną granicę człowieczeństwa, gdy miłuje. I umiera, wyniszcza się po dolną, gdy nienawidzi” (Problem człowieka problemem miłości, w: Człowiek w poszukiwaniu zagubionej tożsamości, Lublin 1987, s. 82).

Rodzi się pytanie, czy taka miłość, taka forma miłości bezintere­sownej jest możliwa? Otóż jest możliwa, a to dlatego, że człowiek zdolny jest do przekraczania siebie, zdolny do tego, ażeby wznieść się na wyżyny bezinteresowności, poświęcenia , a nawet heroizmu. Dodać trzeba, że przeżywanie miłości w taki sposób jest możliwe tylko przez osobę o pełnej, dojrzałej osobowości. Osoba taka pozostaje w głębokiej więzi z drugą osobą nie po to, żeby wypełniać jakąś pustkę w swoim życiu, czy też zaspokajać swoje potrzeby, ale głównie po to, ażeby obdarzać sobą, niczego jakby w zamian nie oczekując.

Ten rodzaj miłości ujawnia najgłębszą istotę każdej miłości – bezinteresownie dawać siebie, poświęcać się ma w sobie coś z macierzyństwa, coś z boskości.

Miłość bezwarunkowa wyraża się w całkowitej otwartości, całkowitym oddaniu i zaufaniu, w całkowitej bezinteresowności. Bezwarunkowa miłość nie jest rachmistrzem. Najkrótsza formułą dla tak rozumianej miłości jest zdanie – „chcę dobra dla ciebie”. I to dobro, co oczywiście czynię. Jeśli jest to obustronne, to prowadzi do harmonijnej wzajemnej troski i harmonijnej wzajemnej współpracy.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.